piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 1

- Czy wszystko będzie wporządku? - usłyszałam męski głos za drzwiami. Dokładnie nie mogłam określić gdzie jestem. Nawet nie pamiętam co się ostatnio działo. Próbowałam otworzyć lekko oczy. Z początku widziałam nie wyraźnie ale potem mój wzrok się uregulował. Obok łóżka w którym leżałam siedział mój tata. Od razu moja twarz się rozpromieniła. Chciałam go bardzo mocno przytulić ale nie mogłam ponieważ strasznie ściskało mnie w brzuchu. - Cześć skarbie - tata złapał mnie za rękę. Nie mogłam nic powiedzieć.
Czułam suchość w moim gardle. Rodzic podał mi szklankę z wodą. Od razu lepiej. - Jest dobrze tato. - Po czym zrobił smutną minę. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Podniosłam lekko głowę i odwróciłam się w jego stronę. - Co się stało tato? - położyłam rękę na jego ramieniu. - Nic skarbie, muszę zapłacić za nowe schody, bo te są zbyt niebezpieczne. - zaśmiałam się, ja leże w szpitalu a on gada o schodach. Z jakiej racji? to ja nie wiem. - Tato co ty mówisz? - wybuchłam lekkim śmiechem, za bardzo mnie bolało ciało. - Kochanie przecież miałaś na nich wypadek. Nie pamiętasz? - Zrobiłam poważną minę i spojrzałam z nie do wierzeniem. Złapałam się za głowę. Znowu okłamała mojego ojca. Znowu. Łzy napłynęły mi do oczu. Zaczęły powoli wypływać. - Kto Ci tak powiedział tato? - spojrzałam na niego błagającym wzrokiem. Nie odezwał się. - Tato kto Ci tak powiedział? - Po chwili tata się otrząsnął z rozmyśleń i spojrzał w moją stronę. - Scarlett. - uśmiechnął się lekko. Wiedziałam znowu skłamała ta suka. Nie nawidze jej. Ale teraz jest czas żeby mu to powiedzieć. - Tato.. Ja wcale nie sp.. - do pokoju weszła Scarlett. Cholera. Zrobiła sztuczny uśmiech w moją stronę i usiadła na kolanach mojego ojca. Tata objął ją w pasie przez co ja miałam odruch wymiotny. Odwróciłam głowę w stronę okna przez co nie widziałam jej okropnej twarzy. Łzy spływały mi po policzkach nie tylko z bólu ale ze strachu. - Jak się czuję moja piękna? - zapytała słodziutkim głosem. Oh, ale miałam ochotę powiedzieć jej, że jest szmatą i nie zasługuję na mojego ojca. Nie odwróciłam wzroku tylko dalej wpatrywałam się w drugą stronę. - Co cię to obchodzi? - Mała odzywaj się. - tata zwrócił mi uwagę. - Kotku możesz przynieść mi szklankę wody? - no chyba żart. Czy ona nie ma nóg?! Odwróciłam się gwałtownie w ich stronę. Nie chciałam żeby tata poszedł. Ojciec zgodził się i otworzył drzwi wejściowe. Na korytarzu stał znajomy mi chłopak z widzenia. A już pamiętam Justin. Wow, stał tu całą noc. Bardzo miło. Drzwi nagle trzasnęły zamykając się. - Posłuchaj mnie gówniaro. Nie masz prawa powiedzieć swojemu tatusiowi, co się stało jasne? Bo pożałujesz wogóle, że się urodziłaś. I tak uwierzy mi, nie takiemu dzieciakowi jak Tobie. - westchnęłam. - Scarlett? Mylisz się co do mojego taty. Jesteś idiotką myśląc, że ufa bardziej Tobie niż mi. Ja jestem jego córką a ty przypadkową kobietą która zakochała się tylko i wyłącznie bo ma kasę! - mruknęłam. Wstała i zasłoniła mi drzwi z pola widzenia. Położyła rękę na mojej szyi i zaczęła przyciskać przez co nie mogłam oddychać. Próbowałam krzyczeć ale nie mogłam wziąć oddechu. - Coś chcesz jeszcze powiedzieć? - puściła mnie. Zaczęłam płakać z niedowierzenia. Ona próbowała mnie udusić. Odwróciła się i wyszła. Wybuchnęłam płaczem. Nie mogłam pozbierać się w sobie. - Mogę wejść? - Justin ustał obok łóżka. - Jak tam mała? - Dziękuję. - wyszeptałam. - Nie ma za co. - ukazał swoje piękne białe zęby. Byłam mu strasznie wdzięczna. - Lekarze mówią, że nic Ci nie będzie. - ulga. Przeuroczy naprawdę. Przez kolejne 40 minut opowiadał mi różnego rodzaju głupie sytuacje przez co strasznie bolał mnie brzuch od śmiania się. - Jak już będzie po wszystkim, to pójdziesz ze mną na drinka. Ja stawiam. - Zarumieniłam się lekko i przytaknęłam. Przez niego zapomniałam o tej całej sytuacji z Scarlett. ______________________________________________________________________________- JAK PIERWSZY ROZDZIAŁ. NASTĘPNE BĘDĄ DŁUŻSZE OBIECUJĘ. TERAZ JADĘ NA OBÓZ ALE POSTARAM SIĘ PISAĆ. CO MYŚLICIE O SCARLETT? DO NASTĘPNEGO! PISZCIE KOMENTARZE!

1 komentarz: