- Jak się cieszę, że jesteś już w domu. - powiedział tata ściskając mnie do jego klatki piersiowej. Wróciłam po 2 tyg. ze szpitala. Nie jestem jednak zadowolona, że wróciłam tu. Do domu. Żadne dziecko by tak nie powiedziało. Poszłam do swojego pokoju na górę. Ułożyłam ciuchy do szafki i walnęłam się na łóżko. Ciągle nie mogłam przestać myśleć o Justinie. 2 tyg temu go nie znałam a teraz ciągle piszemy i wogóle. Jest przemiły. Przychodził codziennie do szpitala i spędzał ze mną czas jak tata nie mógł przyjść. - Massage.- odezwał się mój telefon. Odblokowałam i spojrzałam na ekran: "Jak tam misia? Cassie" - Nie przyszła do
mnie ani razu. Byłam zdenerwowana i nie chciałam z nią rozmawiać.Odpisałam tylko : "A obchodzi cie to?". Odłożyłam iphone na półkę i przebrałam się w białe dresy z Gapa i granatową zwykłą koszulkę. Muszę poprawić kondycje więc wybrałam się na mały spacer po parku. - Jesteś pewna, że nic cie jeszcze nie boli? - zapytał troskliwy tata. - Tato jest dobrze. - Uśmiechnęłam się i wyszłam przed dom. Włożyłam słuchawki do uszu i ruszyłam spacerkiem w stronę parku. - Drrrr.- telefon wydał dźwięk. Dzwoniła Cassie. Zignorowałam i usiadłam na ławce obok placu zabaw. - Vici? To ty?! - odwróciłam się w stronę głosu. Cassie. - O co Ci chodziło z tą wiadomością, troszeczkę nie miło. - zachichotała. - Słucham? Chyba sobie żartujesz. Leżałam 2 tyg. w szpitalu a ty nawet nie raczyłam ruszyć dupy i odwiedzić swoją przyjaciółkę. - Odwróciłam się i szybkim krokiem zaczęłam wracać do domu. - Czekaj! Victoria! - Nie zdążyła mnie dogonić. Po powrocie wybuchnęłam płaczem i usiadłam na łóżku. - Puk Puk.. - proszę.
- Cześć skarbie mogę na sekundę? - tata wszedł do pokoju i ułożył się obok mnie.
- Jasne tato. - mam nadzieje, że mnie przynajmniej pocieszy a nie dobije.
- Posłuchaj mnie kochanie. Wiem, że jest Ci ciężko polubić Scarlett. Rozumiem to w 100 procentach. Ale ją bardzo kocham i ... - nie mów tego błagam pomyślałam. - Chcę wziąć z nią ślub. - Łzy napłynęły mi do oczu. Ojciec chyba tego nie zauważył bo odwróciłam głowę. Dobił mnie. - Vici wiem że to będzie trud..
- Już jest tato! - krzyknęłam. - Już jest. Jest suką a ty tego nie widzisz!
- Licz się ze słowami Vici.
- Nie będę bo jej się nie za inaczej opisać. Tato to ona! To ona zrobiła to wszystko przez co JA wylądowałam w szpitalu. Dlatego się robie taka nerwowa jak odjeżdzasz z domu i mnie z nią zostawiasz. Tato ja mam dosyć. Możesz mi nie wierzyć ale zapamiętaj jedno. Jestem już pełnoletnia i się wyprowadzam jeżeli się jej oświadczysz. - rozpłakałam się już na dobre.
- Victoria o czym ty mówisz? To nie możliwe.
- A jednak.
- Victoria ja wiem że jej nie lubisz ale nie musisz wymyślać rzeczy których ona nie zrobiła tylko po to abym się z nią nie zaręczył. Już i tak to zrobiłem. - ucichłam. Wstałam z łóżka i szybko wybiegłam z domu. - Vici! Wracaj do domu! Vici! - słyszałam tatę z daleka. Nie posłuchałam się i biegłam przed siebie. Wybrałam numer do Justin'a. (Dostałam go w szpitalu wrazie potrzeby) po 3 sygnale odezwał się. - Halo?
- Justin cześć tu amm Vici. Proszę potrzebuję pomocy.
***
Zaczął padać zajebiście duży deszcz. Przyśpieszyła krok i skręciałam na Old Street. Po lewej stała piękna biała rezydencja. Dom Justin'a. Podeszłam pod drzwi i zapukałam.
- Cześć. Wejdź szybko bo pada. - Złapał mnie za rękę i wprowadził do domu.
- Potrzebuję gdzieś noclegu... Słuchaj jeżeli jest to probl..
- Jasne. Mam wolne łóżko. - zaśmiałam się
- Dziękuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz